Ani jedna jota…
Brak komentarzy »Zakłopotany perspektywą wieczności, spłoszony wielkością Krzyża… Potulnie żałujący grzechów, których nie dostrzega… Karmiony obietnicami, które za wielkie, o które mu nie chodzi… Oto ty, Adamie. Oto ty.
Zakłopotany perspektywą wieczności, spłoszony wielkością Krzyża… Potulnie żałujący grzechów, których nie dostrzega… Karmiony obietnicami, które za wielkie, o które mu nie chodzi… Oto ty, Adamie. Oto ty.
Bóg, który „nie ma względu na osoby i nie przyjmuje podarków” działa inaczej.
Bóg mówi nam to samo co mówił do Eliasza, gdy ten zląkł się gniewu współziomków…
Bo widok ze szczytu jest inny, a w ciszy najlepiej zobaczyć swoje sprawy.
Teraźniejszość, podobnie jak cała chrześcijańska przeszłość, doszukuje się jakiegoś pokrewieństwa z tą zapieczętowaną, a jednocześnie rozpieczętowaną księgą Pisma.
Teoretycy opery mówią, że libretto, stanowiąc początek i wprowadzenie w dzieło, powinno być skonstruowane w sposób przejrzysty, a bez wchodzenia w szczegóły ma podkreślać węzłowe momenty akcji. Libretto wprowadza więc w dzieło, stoi u jego początku, pozwala przygotować się na zrozumienie całości utworu.
Nie zdołamy oddalić od siebie widma cierpienia wiszącego nad nami jak miecz Damoklesa. Nie zdołamy zapomnieć o niepewności życia, kruchości doczesnej egzystencji i bolesnym przemijaniu.
Cenę za nie płaci się już teraz, dzień po dniu – z tego co ma się teraz w swoich rękach i w swoim sercu. Tak jak Chrystus.
To brzmi jak obelga rzucona w twarz zrozpaczonej kobiecie, jak zniewaga godności człowieka stworzonego i kochanego przecież przez Boga.